niedziela, 11 maja 2014

Wosk zapachowy "Niebiański" od Craft and Beauty


Będąc niezwykle zadowolona z wosku o zapachu granatu z miłą chęcią sięgnęłam po "niebiańską" woń, chociaż nie powiem czasem zastanawiam się nad pochodzeniem oleju palmowego, z którego wykonywane są produkty od Craft and Beauty. 

Przejdźmy jednak do zapachu. Na DaWandzie możemy przeczytać, że zapach niebiański to:  "soczyste jabłka na skomplikowanej bazie jaśminu, cyklamenu i płatków róż."

Jak to się ma w praktyce? Nie czułam absolutnie żadnych jabłek! Jaśmin cyklamen i płatki róż wydawały się ginąć w tle za wonią, w której dominowała nuta migdałowa. Chociaż uwielbiam zapach migdałów, to jednak nie tego się spodziewałam po wosku "niebiańskim". Być może zawiniło tu połączenie składników, ale opis znacznie odbiega od tego jak prezentuje się wosk w praktyce. To nie znaczy, że zapach jest nieprzyjemny! Wręcz przeciwnie, słodko-ciasteczkowe nuty, przypominające lody, czy watę cukrową są bardzo miłe moim nozdrzom. Więc suma sumarum nie mam powodów do płaczu. Ale jest w tym wszystkim łyżka dziegciu. 

W przeciwieństwie do "granatu", "niebiański" zapach nie jest tak trwały i mocny. Ulatnia się bardzo szybko i jego intensywność jest znikoma. Po ponownym rozpaleniu zapach praktycznie nie istnieje. Szkoda. 

Drugi raz się na niego nie skuszę ze względu na nietrwałość zapachu, chociaż sam w sobie jest bardzo fajny, to rozejrzę się za innymi migdałowymi specyfikami. .

piątek, 9 maja 2014

PRERAFAELICKI PIĄTEK - 2.Kilka słów przeprosin i wielkie inspiracje.


Witam w moim skromnym kąciku po dosyć długiej przerwie, spowodowanej dosyć prozaicznym powodem – całkowitym brakiem dostępu do Internetu u jednej z nas (bloga prowadzą bowiem dwie osoby ;)). Szczęśliwie,  niesforne połączenie zostało naprawione, autorka może więc spokojnie katować was dalej ciekawostkami z prerafaelickiego półświatka.
Dzisiaj zaś krótko, zwięźle i na temat. Postanowiłam, drodzy czytelnicy, podzielić się z Wami moimi czterema ulubionymi obrazami Rossettiego, ukazującym jego słynne, uduchowione piękności. Być może będą stanowić one pewną inspirację w kwestii dbania o swoją urodę. Źródło zdjęć stanowi nieoceniona angielska wikipedia.


Bocca Baciata (1859) - na szczególną uwagę zasługuje przede wszystkim ogromna fryzura, będąca znakiem rozpoznawczym Fanny Cornforth, która pozowała do tego obrazu.

Rzymska wdowa (1862?) - zachwyca bladością skóry, gładką cerą oraz gęstymi lokami.



słynna Lady Lilith (1868) - w odróżnieniu od swojej o rok starszej poprzedniczki o twarzy Alexy Wilding, obraz stał się jednym z najpopularniejszych wyznaczników definicji prerafaelickiego piękna.

Veronica Veronese (1872) - pozowała znów Alexa Wilding. Szczupła sylwetka, schowana pod obszerną suknią, oraz chorobliwa wręcz bladość to typowe cechy prerafaelickiej modelki.


O Lilith, żonie Adama (już potem
Damą mu była Ewa), chodzą wieści,
Że zanim jeszcze prawdę wąż zbezcześci,
Ona kłamała i że pierwszem złotem
Były jej włosy... I swych czarów splotem
Chytrze wpatrzona w siebie, mężczyzn pieści,
Aże w swej sieci ich ciało pomieści,
Serce i życie, młoda, choć nawrotem
Lat coraz starsza jest ziemia... Twe zioła
To mak i róża: bo któż całunkowi
I snu przemocy oprzeć się wydoła?
Gdy na cię spojrzą młodzi, już gotowi
Na żer twój; Lilith, twe złoto ich złowi:
Serce im włos twój oplecie dokoła...
tłum. Jan Kasprowicz


Moja płukanka brzozowa z dodatkiem miodu

O zaletach płukanek miodowych i brzozowych wie większa część kosmetycznej blogsfery. Nie każdy reaguje na nie dobrze. U mnie eksperymenty z miodem kończą się zazwyczaj sianem na głowie, choć czasem udaje się sprawić, by włosy były po nim lśniące i gładkie. Brzoza spisuje się u mnie zawsze bardzo dobrze. Moje włosy mają tendencję do łamliwości, stąd płukanka, którą wam dzisiaj prezentuję ma za zadanie tej przypadłości przeciwdziałać.

Dziś zdecydowałam się odrobinę poeksperymentować i stworzyć płukankę brzozową z dodatkiem miodu.  Jako dodatek wkropliłam do mojej mieszanki odrobinę oleju z pestek moreli, która zazwyczaj u mnie zapobiega nadmiernemu przesuszaniu się włosów. Jak widzicie na zdjęciu nie wygląda ona zachęcająco, ale póki co u mnie działa, a to najważniejsze.

 Składniki płukanki:
3 duże stołowe łyżki kory i gałązek z brzozy
500 ml wody (część rzecz jasna wyparowała w gotowaniu)
10 kropel oleju z pestek moreli
2 małe łyżeczki miodu

Jak ją robię?
Brzozowe gałązki i korę zalewam wodą i gotuje około 10 minut, po zakończeniu gotowania wkraplam olej i miód. Potem przelewam miksturę do innego naczynia i pozostawiam na 25 minut. Odcedzam napar i pozostawiam do ostygnięcia. Aplikuje go podczas mycia, pozostawiam na 15 minut na włosach i delikatnie spłukuję małą ilością chłodnej wody. 

Efekt jaki zaobserwowałam u siebie zaraz po myciu:
Włosy ładnie lśnią i nie są przesuszone. Na efekt długoterminowy muszę poczekać, ale pierwsza faza mojego eksperymentu bardzo mnie zadowala.


Pervoe Reshenie, Przepisy Babci Agafii, Organiczny krem - żel do powiek do 35 lat

Jak wiecie (albo nie) jakiś czas temu zamówiłam krem do powiek od Pervoe Reshenie. Krem na dzień z tej samej serii raczej mnie nie ujął, ale postanowiłam dać specyfikowi na powieki szansę, jako, że krem od Lass pod oczy zupełnie się u mnie nie sprawdził, a coś jednak patrzałkom się przyda. 

Po paru tygodniach stosowania mam następujące wrażenia:
Krem jest bardzo lekki, wodnity, zdecydowanie nie ma konsystencji żelu. Dość dobrze radzi sobie z moimi naprawdę widocznymi żyłkami i cieniami wokół oczu. Skóra w tych okolicach wygląda znacznie zdrowiej. Nie dajmy się jednak zwieść, bo moje przypadłości nie zniknęły zupełnie. Jednak nie mogę odmówić kremikowi, że pomógł przy ich tuszowaniu. Wchłania się bardzo dobrze i nie pozostawia na skórze filmu. Czasami używam go także jako kremu na dzień, w przypadkach, gdy nie wychodzę z domu i również potrafi nawilżyć moją skórę w odpowiednim stopniu, chociaż wówczas na noc muszę położyć coś mocniejszego. Krem delikatnie ściąga i napina skórę i powiem szczerze, że podoba mi się to uczucie. 

Jest całkiem wydajny i po miesiącu stosowania tubka nadal wydaje się pełna. Mam jedynie trochę pretensję do opakowania, z którego czasem wyleje się zbyt wiele.

Co do składu:
Aqua with infusions of organic extract of Organic Angelica Archangelica, Rosa Dahurica Pallas Extract, Ribes Aureum Seed Oil, Althaea Officinalis Oil, Octyldodecanol, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Polyglyceryl-3-Methylglucose Distearate, Soja Dauricus Oil, Tocopherol, Ascorbic Acid, Xanthan Gum, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Organic Parfum, Limonene.

Emolienty są pochodnymi alkoholu, bądź są pochodzenia roślinnego. Zastosowano w kremie naturalne zapaszki, co do Limonenu, to w dużych ilościach powoduje on nowotwory u szczurów, na których go testowano, ale w ilości mniejszej przynosił działanie odwrotne. U ludzi badania nie wykazały ani działania kancerogennego ani rakobójczego. Może za to uczulać, chociaż jest tu w składzie na końcu, to jednak warto to zaznaczyć. 

sobota, 3 maja 2014

Rozdanie u SarinaCosmetics

Więcej informacji na: http://sarinacosmetics.blogspot.com/2014/05/rozdanie.html

DO WYGRANIA JEST:   
  Lekki krem brzozowy Sylveco 50 ml    
Biała glinka Anapska z jonami srebra Fitokosmetik 100g   
 Olej do włosów Sesa 90 ml    
Tusz do rzęs Max Factror 2000 calorii - black (nie kupiony w drogerii stacjonarnej, nigdy nie otwierany)     Miniaturka odżywki do włosów Mythos z soją i miodem 50 ml

Yankee Candle - Home Sweet Home

Z pewną dozą ostrożności podchodziłam do wielkiego "bum" na Yankee Candle jakie wybuchło jakiś czas temu na przeróżnych blogach. Zanim do nich podeszłam próbowałam innych wosków i muszę przyznać, że Yankee są z nimi porównywalne. Zachęcam jednak by na nich nie poprzestawać i dać szansę innym producentom, choćby rodzimemu Craft&Beauty. 

Największe zastrzeżenia, podobnie jak to było z Kringle Candle mam do parafiny, ale tak jak już mówiłam wcześniej, po wnikliwej lekturze badań sporządzonych przez związek amerykańskich producentów świec sądzę, że woskom z parafiny można zaufać i nie powinny nikogo wysłać na tamten świat. Na pewno są one "zdrowsze" od tanich kadzidełek nasączonych syntetycznymi zapachami.

Co do wosku "Home Sweet Home" to ujął mnie już kiedy wąchałam go w sklepie. Intensywnie cynamonowy i korzenny. Nie zastanawiałam się dłużej i zwyczajnie musiałam go kupić. Przy krojeniu wosk kruszy się w drobny mak, co nie ma miejsca przy produktach Kringle, Organique czy Craft&Beauty. Trudno zebrać wszystkie te maciupkie drobinki razem, tym bardziej, że i większe kawałki rozsypują się jak piasek. To jeden z większych minusów Yankee. 

Zapach jest zaś rajski. Bardzo intensywny i naprawdę odrobina tarty wystarczy by wypełnić wonią przypraw i cynamonu całe mieszkanie. Po paru godzinach palenia uwalnia się w nim delikatna nuta migdałowa. Jest to zapach niezwykle ciepły i zdecydowanie wieczorny. Jest za ciężki na dzień. Pasuje do tlących się spokojnie świec. Na pewno wrócę do niego gdy zużyję pierwszą tartę.

Po ponownym rozpaleniu zapach jest znacznie mniej intensywny co srodze mnie zawiodło. 1/4 wosku wystarczy na 3 godziny palenia. Woń utrzymuje się jeszcze przez parę godzin.

czwartek, 1 maja 2014

Pervoe Reshenie, Baikal Herbals, Krem odżywczy do twarzy na noc do cery suchej i wrażliwej

Pisałam już wielokrotnie, że przepadam za linią Baikal Herbals. Mając już cały zestaw kosmetyków w moich zbiorach nie zabrakło także kremu na noc z tej serii. Jak się u mnie sprawdza krem do cery suchej i wrażliwej?

Bardzo poprawnie. Ma przyjemną konsystencję i łagodny, kwiatowy zapach. Bardzo dobrze się wchłania i nie zostawia filmu. Nad ranem skóra jest przyjemnie nawilżona. Uporałam się z problemem jakim były dla mnie łuszczące się skórki odchodzące od twarzy. Po paru dniach cera wygląda znacznie bardziej promiennie. Jest doskonały na letnie wieczory, ale zimowymi, czy raczej podczas sezonu grzewczego, potrzeba mi czegoś mocniejszego. Poza tym oceniam go bardzo dobrze i chętnie nabędę kolejne opakowanie. Producent zaleca go osobom powyżej 25 roku życia, chociaż wg mnie dla takich może być zwyczajnie za słaby.

Krem jest bardzo wydajny, choć wygląda niepozornie będąc zamkniętym w podłużnym pojemniczku (50 ml) z . dyfuzorem, który zapobiega rozlewaniu się kosmetyku. Używam go od lata 2013.

Miałam z nim jedną nieprzyjemną przygodę. Używany jako krem dzienny wywołuje u mnie zaskórniki. Nie należy go łączyć z podkładem, czy kremem bb. Nocami tego typu reakcja nigdy nie wystąpiła.

Skład:
Aqua with infusions of: Organic Palmonaria Officinalis Extract, Hippophae Rhamnoides Oil, Bergenia Сrassifolia Extract, Organic Salvia Officinalis Seed Oil, Organic Malva Sylvestris Extract; Вutyrospermum Рarkii, Glycerin, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Oleyl Erucate, Caprylic/Capric Triglyceride, Dicaprylyl Ether, Polyglyceryl-2 Dipolyceryl Dipolyhydroxystearate, Sorbitan Sesquioleate, Aluminium Stearate, Bisabolol, Magnesium Sulfate, Glyceryl Stearate SE, Saccharide Isomerate, Allantoin, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Parfum Citric Acid
brushes and patterns by: http://miss-deviante.deviantart.com/ & http://crazy-alice.deviantart.com/. Obsługiwane przez usługę Blogger.

Follow The Author

Followers